Nasze matki na kresach uczyły nas najpierw Polskę kochać a potem po polsku mówić

O tym jak podtrzymywać polskość wśród rodaków, szczególnie młodzieży, mieszkających za granicą. O dbałości o korzenie, bo bez stałego tożsamościowego oparcia człowiek, zwłaszcza młody, czuje się zagubiony i jest podatny na wpływ i manipulacje, mówiono podczas panelu „Polska poza Polską”. „Bez kresów nie ma polskiej tożsamości” – mówił Adam Hlebowicz z IPN, prowadzący panel.

„Nie jestem Ukrainką, jestem Polką” – powiedziała Ewelina Podgórna, która przyjechała na NNW z Ukrainy – „Ukraińskiego nauczyłam się dopiero w szkole. Do 6 roku życia mówiłam tylko po polsku. Istnieje wiele organizacji polskich na Ukrainie, które pozwalają zachować tożsamość, uczą języka, kultury polskiej, ale mało jest w tej chwili takich, które są skierowane tylko do młodych ludzi”. Jej zdaniem zauważalny jest trend wytracania polskości przez ludzi mających polskie korzenie. Na Ukrainie, jak opowiadała, zostają już tylko starsze osoby. Ludzie młodzi ukrainizują się i wychowują dzieci w języku ukraińskim. Jak zachować polskość jej zdaniem? „Nie mieszać rodzin. Jak w małżeństwie jedna z osób nie jest Polakiem, siłą rzeczy dzieci wychowywane są już po ukraińsku. Niestety to jest naturalne. Te rodziny tracą polskość” – mówiła pani Ewelina.

Renata Szyfner-Hurd, która przyjechała z Florydy ( jest już po raz czwarty na Festiwalu NNW), podkreślała, że taka utrata polskości jest w późniejszym wieku uważana za błąd. „Dawniej, jak Polacy wyjeżdżali do Stanów, starali się asymilować, bo wychowanie po polsku nie było modne. Teraz te dzieci dochodzą do wniosku, że ich rodzice popełnili błąd. Przychodzą do polskich sklepów i mówią do pani za ladą – Pani mówi tak jak moja mama. Przychodzą tylko po to, żeby posłuchać tego języka polskiego”- mówiła i dodała – „Czasem Polonia nie potrafi nawet wymówić swojego nazwiska, chociaż mówią, że są Polakami”. Na szczęście, jej zdaniem, nastąpiła teraz moda na etniczność, a na Florydę napływa w tej chwili bardzo dużo Polaków.

Pan Jan Loryś z Chicago, którego rodzina jest w USA od prawie 70 lat, podkreślał, że tzw. stara Polonia była dobrze zorganizowana, bo chciała odtworzyć to co poznali w Polsce. Były więc sobotnie polskie szkoły, harcerstwo, szkoły taneczne. „Niestety teraz to się rozpada, bo ludzie wyprowadzają się do innych miast. Polskie szkoły istnieją tylko na przedmieściu” – mówił i dodał, że są teraz komputery, internet, filmy z polski, nauka online, więc jego zdaniem nie ma wytłumaczenia dla polskich rodziców, że nie mają jak uczyć dzieci polskości. Potrzebne są tylko chęci. Przypomniał, że ważne też, żeby zacząć naukę języka, jego brzmienia, do 7-8 roku życia, bo do tego czasu kształtują się struny głosowe. Podkreślał też, że Polonia ma w świadomości historię polski, ale też sama historia Polonii amerykańskiej ma też wieloletnią i bardzo bogata historię.

Dyskutowano również na temat definicji polskości. Adam Hlebowicz z IPN zaapelował podczas panelu o to, żeby zwracać uwagę znajomym, żeby nie nazywali Polaków z Litwy, Białorusi czy Ukrainy Ruskimi. Bowiem takie osoby Tam są obce, bo są Polakami. Przyjeżdżają tu, do swojego kraju i znowu spotykają się z ostracyzmem. „Bez wsparcia ludzi z Korony, z Polski, nie uda się utrzymać polskości na wschodzie” – mówił Mirosław Kapcewicz, prezes Fundacji Młode Kresy – „W życiu codziennym Polak, który tu przyjeżdża spotka się z niezrozumieniem. Jest odbierany jako Ruski a to prowadzi do wtórnej rusyfikacji tego człowieka. W momencie, kiedy widzi taką niechęć czy niezrozumienie trudnej historii, od strony społeczeństwa polskiego, ukrainizuje się czy rusyfikuje, wchodząc w ukraińskie czy rosyjskie getta społecznościowe”.

Zgodzono się z tym, że znajomość języka polskiego nie definiuje Polaka. „W Polsce jest wiele osób, które mówią po polsku ale czy czują się, są Polakami? Czy bardziej Europejczykami?” – pytał Mirosław Kapcewicz – „Nasze matki na kresach uczyły nas najpierw Polskę kochać a potem po polsku mówić. Dla nas język polski jest językiem sakralnym. U nas w domu mówiło się językiem ks.Jerzego Popiełuszki i gwarą”.

Jak podkreślano, język jest tylko jednym z czynników polskości. Innymi aspektami są kultura, wartości, przywiązanie do historii i tradycji.

Pani Renata podkreślała ważną rolę Polaków za granicą, bowiem są oni tam naturalnymi ambasadorami Polski. Podawała przykłady na to, jak polskość, nasza historia i kultura mogą być ciekawe dla obcokrajowców. Dlatego zadaniem każdego Polaka mieszkającego za granica jest o swoim kraju opowiadać. Zapraszać do wizyt w Polsce.

Na koniec spotkania dyskutowano o sposobach pomocy w utrzymaniu polskości u osób z polskimi korzeniami, mieszkających za granicą, głównie na kresach. Pan Loryś podkreślał, że wyzwaniem dla rządu jest pokazanie Polski młodzieży, która mieszka za granicą. Młodzież, jego zdaniem, musi tu przyjechać, poznać swój kraj. Z kolei pani Ewelina dodała, że nic nie da się niestety zrobić bez pieniędzy. Opowiadała tez o tym, że czasem młodzież mieszkająca dalej od dużych ośrodków np. Lwowa, nie ma możliwości dojeżdżania na warsztaty zorganizowane w dużym mieście. Zaapelowała do polskiego rządu o pomoc w zaktywizowaniu Polaków mieszkających za granicą w małych miejscowościach czy wsiach.

Minister Piotr Mazurek podkreślił na koniec, że panel został znakomicie zorganizowany, bowiem można poznać doświadczenia z różnych stron świata i może to zostać wykorzystane przez rząd do dobrego kreowania polityki wobec młodych Polaków, którzy są poza granicami naszego kraju. „Jest wiele potrzeb i państwo polskie musi na te problemy odpowiedzieć, dlatego takie platformy, dyskusje, są bardzo ważne” – mówił. Jan Loryś zauważył, że do młodych trzeba docierać polską muzyką, polską kulturą, polskimi filmami, tym wszystkim co młodzież interesuje. Rosjanie tak próbują robić, jego zdaniem należy stworzyć kontr rosyjską ofertę.