Historia na dużym ekranie

Rozmawialiśmy kilka lat temu na festiwalu o tym, jak wiele jest spraw do pokazania z historii najnowszej, teraz powoli te tematy zaczęły pojawiać się w przestrzeni publicznej, mówił prowadzący dyskusję Maciej Chmiel.

Minister Paweł Lewandowski (MKiDN) stwierdził, że do zrobienia filmu potrzeba dobrych twórców, a ministerstwo tworzy jedynie mechanizmy wsparcia dla tych, którzy chcą coś zrobić. Premier Gliński chcąc wzbudzić w twórcach chęć realizacji obrazów historycznych ogłosił konkurs, na który wpłynęło ponad 800 prac. „Wcześniej nie było dobrego klimatu dla produkcji historycznych, a chcieliśmy, żeby było znów dużo filmów patriotycznych. Nie jesteśmy ekspertami od filmów, pomagamy jedynie je robić. Zwiększyliśmy budżet, bo wiemy że to jest potrzebne. Teraz filmy zaczynają wchodzić do kin, to początek opowieści o polskiej historii” – mówił.

Piotr Derewenda (TVP) przypomniał, że główną instytucją, która wspiera kinematografię jest PISF, ale TVP jest często koproducentem filmów historycznych. Dla telewizji publicznej priorytetowa jest produkcja seriali.

Scenarzysta Jarosław Sokół („Czas honoru”, „Młody Piłsudski”) dodał, że sam odczuwa aktywność i pomoc konkretnych osób, ale nadal brakuje pewnych rozwiązań systemowych, np. nie powstało studio, które zajmuje się scenariuszami czy produkcjami.

Tomasz Łysiak, główny scenarzysta ‚Legionow”, powiedział, że dużo mówi się o pieniądzach, a niezbędnym czynnikiem jest czas, przygotowania do filmu. Trochę się o tym zapomina, ale przecież prace literackie wymagają czasu. My zaczęliśmy w 2015 roku, więc i tak tempo było ekspresowe. Mówił też o tym, jak od pomysłu wielkiego fresku historycznego zespół „Legionów” przeszedł do opowieści skierowanej do widza, który nie jest zainteresowany historią. „Główny bohater filmu jest tabula rasa, on musi dorosnąć do miłości do Polski, i nasz film jest skierowany do współczesnych Józków, takich, którzy boją się filmów historycznych, którzy myślą, że z tyłu stoi propaganda, instytucja, partia polityczna. My wiedzieliśmy że to jest piękna, uniwersalna historia, o młodym pokoleniu”.

Producent Maciej Pawlicki opowiadał, że założeniem przy „Legionach” było kino producenckie, czyli takie, w którym producent odpowiada za wszystko i za końcowy kształt dzieła. „To jest normalny system producencki na świecie. To jest podstawa kina dla wielkiej widowni. Wiedziałem, że przy tym filmie niebezpieczeństwem jest myśl, że obraz powstaje na zlecenie. Musiał to być też film dla młodego pokolenia. Istniało niebezpieczeństwo, że wkradnie się w film nadmiar patosu, a tego należało uniknąć, dlatego zaangażowałem Darka Gajewskiego, żeby skupił się na emocjach. Wniósł ogromnie dużo do końcowego efektu, było między nami twórcze napięcie, które jest kluczowe, bo polskie kino cierpi na chorobę środowiskową, nacisk na kino autorskie. Myśmy świadomie zrezygnowali z wielu opowieści legionowych. Tego rodzaju myślenie, żeby skomunikować się z widownią jest podstawą dobrego kina historycznego”.

Uczestnicy rozmowy spytani o to, o kim trzeba by opowiedzieć, aby film dotarł do widza zagranicznego, wymienili następujące nazwiska: Andrzej Kołodziej, Meriah Cooper i Kazimierz Pułaski. Tomasz Łysiak zdradził, że pracuje nas opowieścią o Enigmie i Marianie Rejewskim oraz jego współpracownikach. O Polakach, którzy złamali Enigmę w 1932 roku, a w 1939 oddali wyniki swoich badań za darmo Francuzom i Brytyjczykom, dzięki czemu uratowali miliony ludzkich istnień.