Dyplomacja kulturalna

Zastanówmy się w jaki sposób pamięć historyczna może służyć budowaniu mostów miedzy narodami, wartości takich jak wolność i wzajemny szacunek. Festiwal NNW to ważne narzędzie współczesnej polityki historycznej. Soft power dyplomacji kulturalnej, siła która ma łączyć ludzi z poszanowaniem różnorodnych perspektyw – powiedział moderator debaty były Ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce Robin Barnett.

JE Ambasador Argentyny Alicia Irene Falkowski: Stosunki międzynarodowe opierają się na zaufaniu, co może być lepszego jak nie pokazanie swojej kultury? Im więcej mostów kulturalnych zbudujemy tym będzie lepiej – zamiłowanie do muzyki do tanga, dwa kraje, które tak kochają tango to przecież Polska i Argentyna.

Premier Piotr Gliński: Czasem mamy do czynienia z bezwzględną walką na narracje historyczne i kulturowe. Po PRL mieliśmy jedynie stary personel dyplomatyczny, nie mieliśmy zasobów do pracy. Także wpływ służb specjalnych na budowanie narracji był silnie odczuwany. Co powoduje stan charakterystyczny dla Polski – kłopoty instytucji zajmujących się budowaniem związków historyczno-kulturalnych. Wszystkie granty i projekty były realizowane i finansowane przez jedną stronę dialogu – niemiecką. Instytuty Polskie dysponowały i dysponują znacząco mniejszymi budżetami niż inne kraje. W dodatku polityka historyczna działa, gdy jest zgoda ponadpartyjna na jej budowanie, jej kreowanie.

Ambasador Węgier István Ijgyártó : Na Węgrzech i w Polsce rola kultury jest szczególnie ważna. Mamy wspólne związki od wieków. Wajda, Sienkiewicz są bardzo znani na Węgrzech, w Polsce „Chłopcy z Placu Broni” Molnara są przecież lekturą obowiązkowa. Ale chciałbym trochę inaczej mówić o dyplomacji kulturalnej – dyplomacja polityczna działa niewidocznie, inaczej niż dyplomacja kulturalna, która działa w świetle reflektorów, choć, co ciekawe, agenci KGB byli zwykle dyplomatami odpowiedzialnymi za kulturę. Po latach pobytu tutaj mam głębokie poczucie, że Polacy i Węgrzy mają podobne emocje, podobnie odczuwają, nie można złamać tej szczególnej sympatii między naszymi narodami. Dyplomacja kulturalna ma głębokie znaczenie, musimy pokazać jedność, wcześniej byliśmy tylko pionkami na sowieckiej szachownicy.

Marek Magierowski: Przegrywamy na starcie z wieloma krajami, które potrafią tworzyć wiele instytucji kulturalnych na całym świecie. My jako kraj, jako państwo, w przypadku promocji kultury nieustannie tracimy okazje. Chcemy opowiedzieć całemu światu o Polsce – wszystko. To jest nasz błąd. Nie umiemy się skupić na jednym, środki się rozpraszają. Kiedy pada słowo Argentyna to widzę koszulki reprezentacji, tango i wołowina. W jakimkolwiek kraju świata to są skojarzenia z Argentyną. Polska kojarzy się ze… wszystkim. Gdybym miał wpływ na fundusze to ograniczyłbym listę obszarów zwiększając im budżety – np. Sapkowski jest najbardziej znanym polskim pisarzem na świecie. Kiedyś miałem pomysł żeby każdy polski samolot miał wymalowanego Wiedźmina, tak jak Belgowie promują swój kraj Smerfami, bo wiedzą że Smerfy są kojarzone z Belgią. Ważne jest, żeby każda wizja promocji kultury była modyfikowana do konkretnego kraju – np. w DNA Ameryki jest wpisana koncepcja odrodzenia, więc oni taki przekaz lepiej zrozumieją. W Cape Canaveral jest film promocyjny opowiadający o podboju kosmosu, zaczyna się od sputnika i od traumy wyprzedzenia ich przez Sowietów w kosmicznym wyścigu, ale z poczucia porażki i klęski wyrasta zwycięstwo i sukces. Tak trzeba więc opowiadać o naszej historii Amerykanom. Kiedy w USA opowiadałem o Powstaniu Warszawskim zawsze kończyłem tym, że odrodziliśmy się, odbudowaliśmy miasto – i to do nich docierało. W wypadku Izraela było trudno tam zawsze rozmawiało się o holokauście. Gdy na 1 września napisałem tekst o generale Maczku to w pierwszym zdaniu użyłem sformułowania, że walcząc z nazistami (jako nazi hunter) uratował wiele Żydów przed eksterminacją. To „nazi hunter” w publicznym dyskursie w Izraelu ma bardzo dobre konotacje, jest oczywiście kojarzone z Wiesenthalem, rozpoznawalne. W Polsce tego nie rozumiano, że przekaz był specjalnie przystosowany do konkretnego odbiorcy.

Maciej Ruczaj: Teraz ludzie w Pradze mnie pytają, gdzie Polska zniknęła, dlaczego polskiej kultury nie ma w czeskiej przestrzeni publicznej. Upór, z którym powtarzamy wielkie słowa jest bezsensowny, ludzie nie chcą tego słuchać, tak nie dotrzemy do innych krajów, trzeba zmienić narrację. Nawet w dzisiejszych czasach prestiż wzajemnych relacji odgrywa wymierną rolę. Kilka lat temu nasze relacje polsko-czeskie niemal się zawaliły w sprawie kopalni Turów, Czesi mogli sobie na to pozwolić, bo prestiż Polski był niewielki. Gdy premierem stał się człowiek, który przez wiele lat wydawał w instytucie Polskim w Pradze książki polskich konserwatystów i chciał się porozumieć z Polską, to zamiast ministra środowiska wyznaczył do rozmów specjalnego wysłannika, człowieka który w latach 80. przeżył w Polsce karnawał Solidarności. I zmienił się zupełnie charakter tych rozmów. Nigdy więc nie wiemy, kiedy przyda się dyplomacja kulturalna przy twardych negocjacjach dyplomatycznych

Piotr Niwiński (IPN): IPN ma ustawowe założenia prowadzenia polityki historycznej, kulturalnej na całym świecie. Staramy się nie zmarnować żadnej okazji, stosując wiele rodzajów narzędzi. Do młodego pokolenia mamy nowe technologie, starsze pokolenia ma wydawnictwa książkowe. Programy na całym świecie – w Nowej Zelandii odnawiamy pomniki, organizujemy konferencje, dbamy o cmentarze. Litwini maja jednolite spojrzenie historyczne – AK traktują jako wroga, ale udało się przełamać ten jednolity front mówiąc zmienionym językiem, zmienioną symboliką. Udało się przekonać, że mamy prawo do innego spojrzenia.