Bardzo polska opowieść o Andrzeju Kołodzieju

Pokaz filmu Marii Dłużewskiej „Andrzej Kołodziej. Bardzo polska opowieść” zgromadził tłumy widzów. Przyszli bohaterowie filmu, stoczniowcy z Gdyni, goście Festiwalu NNW.

„Andrzeja znam wiele lat i zawsze chciałam o nim zrobić film. Wszyscy wiedzieli jaka jest legenda Stoczni Gdyńskiej, jak wielkie sprawy się tu działy. Ciągle nie moglam znaleźć klucza do tej opowieści. Nagle usłyszałam piosenkę Włodzimierza Wysockiego „Konie narowiste” w polskim tłumaczeniu i w wykonaniu Natalii Sikory. Od razu pomyślałam o Andrzeju, zaprosiłam go i puściłam mu fragment. Powiedziałam >>Andrzej, to o Tobie<<. Pokiwał tylko głową”.

O Andrzeju Kołodzieju mówili przyjaciele, rodzina, stoczniowcy. „Pozwolę sobie na osobiste sformułowanie wniosku – żaden z nas, koledzy stoczniowcy, nie poprowadziłby tego strajku. Andrzej był bezkompromisowy, nieuwikłany w żadne relacje, potrafił konsekwentnie doprowadzić do zjednoczenia nas. A przecież pracował w stoczni do wybuchu strajku tylko kilka dni. Potrafiliśmy mimo wszystko te 5 tysięcy osób strajkujących poprowadzić ku wspólnemu celowi, ku zwycięstwu –  to największy sukces powojennej Gdyni. Pamiętam, jak siedzieliśmy nad planem tych 120 hektarów, na których położona jest stocznia, jak udało się zorganizować posiłki, zabezpieczyć wszystko. Mądrość i wspólna determinacja sprawiła, że jesteśmy teraz w tym miejscu” – stwierdził Roman Zwiercan.

„Rozpoczynając strajk mieliśmy w pamięci rok 70-y. Ja byłem jednym z tych, który niósł na drzwiach poległego stoczniowca. Głównym naszym zadaniem było więc, żeby wszyscy zostali na terenie zakładu, żeby nie wyszli na ulice, żeby nie powtórzył się rok 70-y. Robiliśmy, co mogliśmy, oddaliśmy całych siebie, żeby dobrnąć ze strajkiem do właściwego końca”.

Na siostrach Kołodzieja ten film zrobił ogromne wrażenie. Podziękowały gdynianom za to, że ci przyjęli ich brata jak człowieka i jak bohatera. „Mieszkam w Bieszczadach, tam ludzie myślą o przyziemnych sprawach, o tym, co do garnka włożyć. A wy widzicie więcej, umiecie walczyć o ważne sprawy dla nas i dla was” – powiedziała jedna z nich.

„Nie jestem wspaniała, jestem prosta Zosia. Przeszłam Rosję, Persję, Afrykę i wróciłam do Polski,  bo zawsze tęskniłam do Polski” – mówiła pani Zofia, w której mieszkaniu ukrywał się Kołodziej i na zakończenie zaśpiewała piękną pieśń o miłości do Ojczyzny, której nauczyła się na wygnaniu.